piątek, 14 grudnia 2012

Morskie oczy.!

20 grudnia, gdy poszłam przejść się na miasto z chęcią się wyrwać od amoku przed świątecznego. Wzięłam ze sobą teczkę z rysunkami i kartkami oraz cały mój zestaw do rysowania.
Usiadłam na bulwarach i zaczęłam rysować widok pokrytej lodem Wisły i ośnieżonych drzew. Było magicznie oderwałam się od szarej rzeczywistości. Rysowałam te panoramę , dopóki przede mną nie usiadł wysoki długowłosy brunet o niebieskich oczach jak niebo latem. Oczywiście byłam w  niego wpatrzona rysując bazgroły na kartce. Z mojego świata gdzie góruje niska samoocena , chłód i beznadziejne pytanie "Jak to jest ....?" wpadłam w amok myśli "Jak tu do niego zagadać?". Lecz gdy tak rozmyślałam, już go nie było. Wracając zahipnotyzowana jego niebieskimi oczami. Przewróciłam się w stertę śniegu , lecz się tym za bardzo nie przejęłam , otrzepałam się z białego pyłu i poszłam do domu. Wróciłam do domu, zasiadłam do biurka i z pamięci zaczęłam rysować jego portret. Wyszedł mi co prawda nie za bardzo podobny, ale podkreśliłam niebieska barwę oceanu jego oczu. Powiesiłam rysunek nad łóżkiem. Na wieczór pomagałam mamie w przygotowaniach świątecznych. Poszłam następnie się wykąpać i położyłam się do łózka nie mogłam spać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz