Morskie oczy.!
20
grudnia, gdy poszłam przejść się na miasto z chęcią się wyrwać od amoku
przed świątecznego. Wzięłam ze sobą teczkę z rysunkami i kartkami oraz
cały mój zestaw do rysowania.
Usiadłam na bulwarach i zaczęłam rysować widok pokrytej lodem Wisły i
ośnieżonych drzew. Było magicznie oderwałam się od szarej
rzeczywistości. Rysowałam te panoramę , dopóki przede mną nie usiadł
wysoki długowłosy brunet o niebieskich oczach jak niebo latem.
Oczywiście byłam w niego wpatrzona rysując bazgroły na kartce. Z mojego
świata gdzie góruje niska samoocena , chłód i beznadziejne pytanie "Jak
to jest ....?" wpadłam w amok myśli "Jak tu do niego zagadać?". Lecz
gdy tak rozmyślałam, już go nie było. Wracając zahipnotyzowana jego
niebieskimi oczami. Przewróciłam się w stertę śniegu , lecz się tym za
bardzo nie przejęłam , otrzepałam się z białego pyłu i poszłam do domu.
Wróciłam do domu, zasiadłam do biurka i z pamięci zaczęłam rysować jego
portret. Wyszedł mi co prawda nie za bardzo podobny, ale podkreśliłam
niebieska barwę oceanu jego oczu. Powiesiłam rysunek nad łóżkiem. Na
wieczór pomagałam mamie w przygotowaniach świątecznych. Poszłam
następnie się wykąpać i położyłam się do łózka nie mogłam spać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz